Lydia Miller
psycho Lidka / modowa bloggerka
21 lat / studentka
„mogę cię dotknąć, fajne septum, czekaj,
upadło coś”
czyli asystentka fotografa, asystentka
stylistki, asystentka kogo się da
Kiedy ojciec przywlókł do domu pierwszy
komputer, Lydia przed nim zamieszkała i wymieniła na laptopa przy najbliższej
okazji. Właściwie to kilka lat później, ale nie pamięta za bardzo czasów przed
laptopem. Na początku przeżywała fazę coraz to nowszymi zespołami i wystawała
pod barierkami, trzymając płyty do podpisania, a potem publikowała zdjęcia z
ulubionym basistą. Dotknął mojego
ramienia, wy co najwyżej możecie dotknąć monitor. Potem płynnie przeszła do
fascynacji modelami i to… I to nie przeszło jej do dzisiaj, choć w tej
dziedzinie nie odnosiła takich sukcesów, ograniczała się do wykupywania
wszystkich magazynów, jakie najbliższe sklepy miały na składzie. Na każde
zdjęcie reagowała westchnięciem, zamęczała znajomych przełączaniem z dobrego
filmu na pokaz Donatelli Versace – nie było za wesoło.
Nie wie, jakim cudem ktoś zechciał ją
przyjąć do agencji modelek, ale był to najlepszy dzień w jej, dwudziestoletnim
wtedy, życiu. Powietrze wewnątrz było jakieś… lepsze, ludzie piękni i bogaci,
ale przede wszystkim… Modele mijali ją jakby nigdy nic, a ona starała się
uspokoić oddech. Do dziś nie rozumie, jak te wszystkie stylistki, wizażystki,
fryzjerki mogą być tak spokojne! Zastępuje je, kiedy idą na kawę, lata ze
sprzętem za fotografami, czasem prasuje ubrania podczas londyńskiego tygodnia
mody. Przede wszystkim jednak podziwia z bliska ludzi, których mogła dotknąć
tylko przez monitor i każde słowo, jakie pada z ich ust w jej kierunku, są dla
niej jak mądrości życiowe, które mogłaby wytatuować sobie na ciele.
Jej znajomi i własna, rodzona matka
uważają, że jest głupia i niedojrzała. Nie można jednak powiedzieć, żeby Lydia
się tym jakoś przejmowała. Oni nie mogą powiedzieć o swojej pracy, że jest wymarzona i najlepsza. Ona może. Co prawda to praca sezonowa i nie płacą jej
milionów funtów, ale mogłaby nawet siedzieć tam do późnej nocy, za darmo, jako babcia klozetowa – nadal byłoby
cudownie.
Żałuje tylko, że jest niska i trochę
gruba, bo nie narzekałaby, gdyby to ją malowali, ubierali i robili jej zdjęcia.
psycho Lidka jest psycho, ale nie bójcie się
kocha wszystkich i ja też
CZEŚĆ
[Cześć krowo.]
OdpowiedzUsuń[dobry :-D wątek z Ethanem?]
OdpowiedzUsuń[siemka. Więc proponuję wątek, w którym Psycho Lidka asystuje w sesji Tallulah i prawie dławi się na jej widok, rewanżując się Tall zabiera ją na drinka. Co ty na to?]
OdpowiedzUsuńTallulah
[Ok. W każdym razie dzięki :)]
OdpowiedzUsuń[ witaam i o wątek pytam? Być może poznają się agencji czy coś. xd ]
OdpowiedzUsuńJasmin.
[ chodziło że W agencji. Literówka ;3 ]
OdpowiedzUsuńJasmin
[ To co ty na to, żeby Lydia wpadła kiedyś do mieszkania Rainera w celu zabrania z nim jakichś projektów, szkiców i tego typu papierów (których byłoby całkiem sporo), plus jeszcze kilku ciuchów? Miałaby idealną okazję, żeby pogłaskać brzydkiego, łysego kota i zaskarbić sobie w ten sposób jego łaskę >D ]
OdpowiedzUsuńRainer Davis
[ "dokończę, co zaczęłam i ogarnę jakieś zaczęcie" - rozjebałaś mnie tym. Już się nie mogę doczekać wątku i ekspresji Lydii na widok kota. <3
OdpowiedzUsuńW ogóle jak Lydia wytrzyma z Rainerem więcej niż kilka wątkowych godzin to będę z niej dumna. Może nawet jakiś nowy rekord ustali, czy coś... Bo wiesz; do niego trzeba mieć bardziej anielską cierpliwość niż do łysych, wrednych kotów z pomarszczonymi pyszczkami >D ]
Rainer Davis
[ Ja przychodzę po wątek! Twoja postać jest tak ciekawa i wspaniała! I mam pomysł na wątek nawet!
OdpowiedzUsuńGabrielle będzie poszukiwała jakiegoś dobrego modela do jednej z kreacji i zacznie wypytywać dziewczynę będącą pomocnicą stylistki czy whatever, czyli Lidkę. Wynajmie ją do pomocy przy sesji zdjęciowej w terenie.
No i przy Gabi Lidka będzie mogła poczuć się wysoka.]
Gabi Stark
[Zacznę, a jakże :p Nie musisz serduszek wysyłać :P]
OdpowiedzUsuńGabi
Projekty Gabrielle Stark słynęły z kreatywności, ekstrawagancji i pewnej dozy fantazyjności. Kolory były zawsze intensywne, projekty odważne i pokazywały dokładnie to co chciała kobieta. Dziś jednak nie kostiumy chciała pokazać, a drobne akcesoria i artyzm. Miała ochotę na zdjęcia, które utworzą szatę graficzną jej strony internetowej. Roślinność, dodatki i piękni ni to mężczyźni ni to kobiety.
OdpowiedzUsuńStała właśnie w recepcji, obok niej poustawiane były kartony z akcesoriami do sesji, i prosiła o adres ogrodu, który wynajęła do sesji. Nagle w drzwiach zobaczyła jakąś przeciętną i niską(!) dziewczynę, więc ją zawołała.
- Za pół godziny stawisz się tutaj- podała jej kartkę z adresem – Z dwoma najprzystojniejszymi modelami jakich znajdziesz. Mają mieć delikatną urodę i być dobrze zbudowani, ale bez przesady.
Jej ton nie znosił sprzeciwu, a kobieta w recepcji zaraz zadzwoniła do managerów powiadomić ich, że niejaka Lydia Miller (tak miała napisane na identyfikatorze dziewczyna) przyjdzie po dwóch modelów na sesję w plenerze – Styliści i fotografowie już tam będą, więc pośpiesz się. W razie czego podaj się na Gabrielle Stark.
Uśmiechnęła się przyjaźnie do dziewczyny i wzięła jedno pudło. Dwóch mężczyzn podniosło pozostałe. Gabi zielone włosy miała splecione w misterny kok na karku składający się z mnóstwa warkoczyków, a ubrana była w pozornie zwykłą, oliwkową sukienkę do kolan, kloszowaną od pasa. Dopiero gdy kobieta się poruszała, widać było załamywanie się światła na niej. Strój wyglądał jak zrobiony z łuski i mienił się chyba wszystkimi odcieniami zieleni. Jak zwykle była na płaskim obcasie, więc wszyscy górowali nad nią znacząco. Lewy nadgarstek oplatał jej srebrny wąż.
- To do zobaczenia za pół godziny.
Gabi bez problemów dostała się w miejsce, gdzie już działano ze scenerią. Sztuczny wodospad, powalone drzewo, paprocie, egzotyczne kwiaty. Iście bajkowa sceneria. Stylistki otrzymały już wszystkie rzeczy, więc czekali teraz tylko na modeli. Starkówna miała nadzieję, że się nie zawiedzie na wyborze dziewczyny. Siedziała wiec tylko w fotelu i ku zgrozie wszystkich obecnych zajadała się tartą malinową z serkiem mascarpone.
Gabrielle Stark
Kiedy pojawili się modele, dziewczyna musiała przedstawić tylko tego drugiego. Idealnie równe zęby ukazały się przez szeroki uśmiech niewysokiej Gabrielle. Kobieta wstała (i tak była niższa od całego towarzystwa, nawet od Lydii) i pocałowała Dymitrija w oba policzki. Chłopak musiał się schylić, a Starkówna stanąć na palcach, ale to nic.
OdpowiedzUsuń-Dymitrij, dawnośmy się nie widzieli – rzekła z entuzjazmem, po czym machnęła ręką stylistce. Modele poszli razem z tamtą, a Gabrielle zwróciła się do Lydii.
- Dobra robota. Mogłam się domyślić, że weźmiesz tego ślicznego Rosjanina – wyciągnęła w stronę Lydii dłoń krótkich palcach, ale za to o długich paznokciach. Szorstkość rąk kobiety mogła dziwić mimo widocznych zabiegów kosmetycznych tak samo jak drobne blizny na palcach. Czarnuch czasem dawał jej się we znaki, gdy pękała igła lub nagle wyskakiwała. Był starą maszyną do szycia, ale nadal sprawną i lepszą niż te dostępne obecnie.
- Gabriella Stark, ale mów mi Gabi. Dobra robota, a referencji Dymitrija nie muszę sprawdzać. Znamy się dogłębnie jeśli wiesz o co mi chodzi – puściła do dziewczyny perskie oko. Przeżyła z modelem krótkotrwały romans sado maso, który obojgu wyszedł na dobre. Teraz po prostu się przyjaźnili i pomagali od czasu do czasu lub wyskakiwali na plotki do kawiarni.
- Możesz zostać, jeśli chcesz i pooglądać – powiedziała wracając do swojej tarty – O ile nie przeszkadzają ci akty.
W tym samym momencie weszli modele w samych szlafrokach, z perukami z prawdziwych włosów na głowie sięgających prawie do pasa i fantazyjnie upiętych kwiatowymi ozdobami. Mieli na głowie dziwne korony z kwiatów i kryształu, nadające im nieziemskiego wyglądu, jakby nie mieli płci. Stylistki dreptały za nimi z dwoma zielonymi, półprzejrzystymi szalami mającymi być dodatkiem tylko do nagości mężczyzn. Fotograf ich popędził, a oni zrzucili szlafroki ukazując się w samym stroju biblijnego Adama sprzed zjedzenia owocu poznania dobra i zła. Skórę mieli nasmarowaną olejkami tak, że pięknie lśniła w świetle.
- Wyglądają pięknie, czyż nie? Jak istoty nie z tego świata – wyszeptała zielonowłosa, jakby dzieliła się jakąś tajemnicą a potem nałożyła sobie kolejny kawałek tarty. Piękni modele, słodycze i chwila wytchnienia od biegania dla niej. Idealnie.
Mężczyźni ustawili się wedle instrukcji fotografów i stylistek, a te ułożyły odpowiednio szale po czym znikły. Miały inną sesje do przygotowania, więc nie mogły zostać.
- W razie czego zastąpisz je, prawda?
Gabrielle Stark
[ Nie martw się, bardziej od Rainera się nie da. On ma niezły staż, jak na starego pryka przystało, huehue >D ]
OdpowiedzUsuńRainer to niestety rzadko zapraszał panów na wybieg w swoich pokazach. Dla niego catwalk powinien należeć do kobiety i to najlepiej takiej, która owszem - była szczupła, wysoka i z ciekawą twarzą - ale miała na czym siedzieć i czym oddychać. Nie znosił, kiedy modelka wyglądała jak szkielet, więc gdy takiego chudzielca zatrudniał to albo był przemęczony i zwyczajnie nie spojrzał na wagę lub portfolio, albo miał taką kreację, która naprawdę wymagała takiego wyglądu.
Póki co Lidka nie musiała się jednak Rainera obawiać. Była jedną z tych kobiet, których wygląd uznawał za przyzwoity, a ankieterki incydentalnie były tylko ładne(niestety, ale może dlatego ludzie nie kwapili się do odpowiadania na ankiety uliczne?), więc szansa na to, aby trafił na ładną ankieterkę była tak mała, że praktycznie bliska zeru.
Otworzył jej od razu i wcale nie wykonał mistrzowskiego trzasku na powitanie. Na pewno mogła sobie za to pomyśleć "czy to na pewno on?" w pierwszym momencie. Bowiem czy projektantowi wypada mieszkać w zagraconej kawalerce, łazić po niej w dresie i jeszcze żreć jak ta ostatnia świnia pęto kiełbasy? Jak widać po Rainerze; owszem, może. Jednak ta renoma robi swoje, prawda?
Otóż on wychodził z takiego założenia, że wielka willa z basenem jest mu zwyczajnie zbędna. Nie miał żony, dzieci tym bardziej(chyba, że o czymś - o kimś? - nie wiedział), a Pan Kot raczej nie zwykł narzekać na niewygody, bo Rainer dzielił się z nim wszystkim, od łóżka po jajecznicę. Chyba tylko tym różnił się od swojego ojca, bo z charakteru byli jak dwie krople wody. Oboje marudni, wiecznie niezadowoleni i z naburmuszonym wyrazem twarzy. Starszy pan Davis zdążył już tylko osiwieć i cenił sobie te cholerne luksusy. Jego synek wolał tracić pieniądze na nowe szkice, sukienki i zatrudnianie kolejnych ludzi, bo pracy coraz więcej, a kolejne pary rąk jak na złość nie chciały rosnąć(so sad, so truly).
- Dobry - mruknął, otwierając szerzej drzwi. Poszedł odłożyć kiełbasę gdzieś na bok, nie wypada przecież żreć i tłumaczyć co gdzie jest jednocześnie, prawda? Nie chciał jej opluć, zważywszy, że po pierwsze jeszcze nie był na nią zły, a po drugie to gdyby chciała się po tym fakcie umyć, to nie miałaby gdzie. Dzisiaj rano wodę mu odcięło, także nawet prysznicu wziąć nie zdążył. Dobrze, że o trzeciej rano do domu przyszedł. Wtedy woda jeszcze była, to zdążył wejść pod prysznic. Pewnie znowu jakaś rura pękła i mają awarię. W tej dzielnicy to już prawie norma. Pora się przyzwyczaić.
Tak na marginesie kawy nie znosił, więc nie musiała się dziewczyna o żadne latte sratte martwić. Wolał absynt; kilka głębszych i nawet się facet milszy robił. Takie czary-mary, prawie jak w Hogwarcie, no.
- Nie połam się - mruknął, dając jej subtelne ostrzeżenie, żeby patrzyła pod nogi, bo uno na ścianach nic ciekawego do oglądania(chyba, że lubiła szary kolor i gapienie się na jakieś blaknące plakaty), dosna podłodze panował totalny burdel(faktycznie; wszędzie jakieś szmaty, strzępy, butelki i puszki po piwie, jakby się dokładniej przyjrzała, to pewnie nawet zauważyłaby skrzętnie wepchane pod kanapę bokserki i bynajmniej nie od Kleina, tylko takie zwykłe z marketu).
Kiedy uporał się już z odkręceniem wody, to z łazienki słychać było coś, co brzmiało jak "osz kurwa, w dupę" i wyszedł stamtąd koszulkę trzymając w ręku, całkowicie mokrą. Żeby sięgnąć cokolwiek z szafy musiał najpierw wyjąć z niej całe drzwi, bo najwyraźniej już wiedział, że po dobroci nie raczą się otworzyć. W środku całe mnóstwo kiecek, niektóre jeszcze niedokończone, ale każda kobieta która lubi modę i przebieranie się w takie fatałaszki stanęłaby tam i zaczęła piszczeć(chociaż raczej nie z faktu, że kilka metrów dalej łazi bez koszulki facet, który te ciuchy wymyślił, a niektóre nawet i uszył).
Rainer Davis